I znów dopadła mnie rutyna. Jak mam się przed nią chronić? Chociaż muszę przyznać, że mam coraz więcej marzeń związanych z moim przyszłym życiem. Na razie nie mogę tego zdradzić, ale jestem skora uwierzyć, że to wszystko może się spełnić. A tak w ogóle, to według Was miłość jest potrzebna do życia? Czy to uzależnia i z czasem ta druga osoba staje się dla nas niezbędna niczym powietrze? Przecież codziennie jesteśmy świadkami rozpadu najpiękniejszych związków. To nie poprawia nam humoru, a już na pewno nie pomaga w utrwaleniu swojej wiary w to uczucie. Mam taką teorię (którą zdaje się, że już kiedyś przedstawiałam): jeżeli Bóg obdarzył człowieka uczuciami, to chyba po coś to jednak było i skoro z czasem relacje między ludźmi się psują, to warto je naprawić... ale jeśli to nie ma sensu, wtedy szukaj- niech to stanie się sensem Twojej dalszej egzystencji- musisz dobrnąć do celu i odnaleźć tę swoją "połówkę". Bo "nic nie dzieje się bez przyczyny".
POWODZENIA! :)