sobota, 15 grudnia 2012

NIE WIEM, ja nie znaju...

PYTANIE: Kim jestem?
ODPOWIEDŹ: Nie wiem, kim jestem...
UZASADNIENIE: ... nikt nie wie, kim jest, bo każdy człowiek składa się z wielu, różniących się od siebie cząstek i tylko on w pewnym momencie swojego życia musi podjąć decyzję, którą część siebie rozwinie... będzie artystą... będzie sportowcem... będzie ??? KIM?! Ja DZIŚ tego nie wiem. A może będzie... tworzywem sztucznym? Albo warzywem- dla odmiany... lub pięknie będzie on pachniał... takim kwiatkiem będzie, no... 
Uprzejmie proszę o uwzględnienie powyższego uzasadnienia, jako że jest ono w pełni zgodne z prawdą, a tym samym uczciwie napisanym to pismo się wydawać musi, nie inaczej... 
Z POWAŻANIEM,
XYZ??????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czwartek, 22 listopada 2012

NIEDOJRZAŁYM OWOCEM JESTEM

Jestem świadoma. Jestem... Niedojrzałym Owocem. Boli mnie Świat, ale nie określam tego tym żałosnym "weltshmerzem"... Boli mnie Życie, bo nie umiem żyć. Egzystuję jak roślinka. Niczego nieświadoma. Pobieram pokarm i coś tam produkuję. Potrzebuję słońca, bo mi przez nie lepiej. Co dalej? Nie chcę się przejmować głupotami, a to robię... jestem więc Niedojrzałym Owocem. Dostałam szansę od Boga... czy Losu... mniejsza o charakter transcendentny... marnuję ją. Marnuję Życie... A może? Tak. Zasłużyłam na to, by istnieć? Czy jest w tym jakiś boski plan, o którym nic nie wiem? Jeśli tak, to... Boże, daj mi znak, bo nie wiem, kiedy spłacę ten uciążliwy Dług. A! To Życie jest TYM Długiem?! Pragnę NIEBYTU. Żądam natychmiastowego uwolnienia Duszy. Nie, nie składam zażalenia do Boga. Chcę tylko SPOKOJU i SPRAWIEDLIWOŚCI...

środa, 24 października 2012

znowu jestem TAKA ^^

Oto, co przyszło mi do głowy w moim ślicznym autobusie: Dzieciństwo jest jak mydlana bańka. Takie piękne, ale krótkotrwałe. A na dodatek delikatne, więc łatwo je zniszczyć...

poniedziałek, 22 października 2012

dziecinna jestem czasem... niee... zawsze!!!

Odnajduję w tym wszystkim cząstkę siebie. Jakiś może nieistotny pierwiastek istnienia mojego Ja. Kim jestem? Ile osób właśnie teraz zadaje sobie to pytanie? I dlaczego dopadła mnie wewnętrzna znieczulica? Przejmuję się głupotami, jakimiś nieistotnymi elementami, które niszczą moją dawną osobowość. Ale... ja stoję na skraju przepaści oddzielającej mnie od dawnego życia. Niestety, jestem tchórzem. Tak! JESTEM TCHÓRZEM! Bo nie potrafię przeskoczyć na drugą stronę... odległość, odległość... coraz dalej jest mój nowy świat. Czy się odważę na ten poważny krok? Nie... to za wcześnie. Chcę się bawić w infantylność. To ja, cała Mała Mi.

środa, 17 października 2012

odliczanie do katastrofy... 10,9,8...

Hmm... nadszedł właśnie ten moment...cały nasz świat się zawalił, legł w gruzach i nie ma go kto odbudować... kurde! A jakieś znaki ostrzegawcze? Były? Gdzie?! Ktoś kiedyś nas do czegoś przyzwyczaił, do życia nas przyzwyczaił i uczył go.... tylko teraz odbierają nam pewne wartości... NIE! Nie jestem materialistką i to nie chodzi o moje rozkapryszenie, lecz o atmosferę, która wytworzyła się wokół całej podłej sytuacji i przede wszystkim o zmianę usposobienia do niej naszego otoczenia, wielkich emocji Jestem w 100% udupiona. A! I serdeczne pozdrowienia dla wszystkich tych, którzy ustalają pewne zasady panujące w naszym państwie- przez nie nie ma czegoś takiego jak SPRAWIEDLIWOŚĆ. Wielkie dzięki!

piątek, 12 października 2012

...

rzeczywistość dopada każde duże dziecko... kończy się miłość, spokój i radość... przeżywam to, co się stało... przeżywam każdą kolejną chwilę... cierpię, bo oddycham... tlen mi nie pomaga... pora iść spać...

sobota, 25 sierpnia 2012

Wyzuta z pozornej moralności fałszywego świata

   Dlaczego szczęście jest w naszych oczach czymś tak na pozór banalnym, choć świadomie lub też czasem nieświadomie właśnie do niego dążymy przez całe swoje życie, wyznaczając za cel osiągnięcie tego błogiego stanu? To znaczy, że tylko cierpienie, tragedia powinny liczyć się najwięcej? Przecież ból to porażka, a radość to sukces. Czyżbyśmy z jakiegoś powodu pragnęli tej samozagłady, poniżając własną osobowość oraz związane z nią bezpośrednio nasze postępowanie? Eksterminacja miłych doznań, uczyć wydaje się jednak nie na miejscu! Piętnujemy szczęście, ulegając odwiecznemu przekonaniu o prawdziwości tylko bycia człowiekiem doświadczonym przez los... stać się spełnionym wydaje się wtedy utopią. Ale my musimy podjąć walkę z ponurym światem i zdobyć się na odwagę, by wyrazić własne poglądy i nie musieć już dłużej udawać twardziela, przywdziewając tę niezmiernie ciążącą nam maskę, pod którą kryje się piękno, a nie obłudna brzydota szarości, towarzysząca ludziom praktycznie na co dzień.
POWODZENIA!!!

Z Nadzieją...

piątek, 24 sierpnia 2012

Chmura cichych myśli...

   Można by sądzić, iż to, co piszą krytycy literaccy na temat danego dzieła jest święte. Tylko że każdy z nas interpretuje dzieło na swój sposób, często dostosowując treść utworu do własnego położenia. Czytałam "Trędowatą", owszem. Jednak nie uważam, aby ta powieść należała do banalnych. Wręcz przeciwnie. Forma, jaką posłużyła się autorka, tysiące metafor, bogactwo językowe- to wszystko zachwyca. Poza tym to nie były puste słowa, bo ja odczytałam je całkiem na poważnie i dla mnie miały one znaczenie. Mniszek ubrała w piękny strój nie zwyczajne, prostackie tematy romansu, a głębsze, takie jak sens życia, dydaktyzm. A przesłanie? Ja znalazłam nawet kilka... Przede wszystkim, jeżeli chodzi o dziwny splot losów obu Michorowskich i ich ukochanych kobiet... Każdy może to odczytać inaczej: albo stanie się to przestrogą- ucz się na błędach przodków, lub będzie czymś w rodzaju możliwości naprawienia wcześniejszych błędów. Pogodzenie się z fatum, śmiercią i innymi tragediami, siła uczuć, niezłomność charakteru, udoskonalone cechy nowych pokoleń, spotęgowanie emocji, kreacja odmiennych postaw... mogłabym tak bez końca. Nie wierzę w miłość- to bajka. "Trędowata" urzekła mnie tym, co w niej najważniejsze- pięknem i paletą barwnych osobowości, tak się od siebie różniących. To podobało mi się "najwięcej". I ten język oraz swoista gracja  z nim współgrająca... aż człowiek żałuje, że urodził się w takich czasach jak obecne...
Westchnąć mogę jedynie z tęsknoty za zamierzchłymi czasami. Dziś to wstyd używać takich wyrazów, ale ja muszę go zwalczyć.

piątek, 29 czerwca 2012

Wakacje. Czyżby? ^^

Wolność... nie. Wakacje nie oznaczają wolności, bo wolność to całkowite pozbycie się wszelkich myśli będących narzędziem ucisku. Bez sensu? Może... ale prawdziwie. Przecież nie możemy całkowicie przestać zastanawiać się nad naszym dalszym losem, a to ma bezpośredni związek ze szkołą, studiami itd. Co zatem należy zrobić? Chyba nic. Bo człowiek nie lubi takiej zupełnej wolności. Każdy ma w sobie choć odrobinę ambicji i dlatego myśli o rzeczach, które go zajmują, prawda? Każdy rodzaj pracy jest dobrym, ponieważ człowiek nie lubi bezczynności.
Miłych wakacji z "rozkminą" ^^

piątek, 1 czerwca 2012

prawda prawdziwa, ta najprawdziwsza

Przepraszam. Przepraszam za okrucieństwo! Tylko... ludzie się nie zmieniają! To jakieś bajeczki. Mogą oni co najwyżej udawać i wierzyć w to, że się zmienili, ale to złudzenie, a nie da się żyć iluzją. W końcu to tłamszone prawdziwe "ja" się wydostanie... nie można występować przeciwko naturze!!!

sobota, 5 maja 2012

zwyczajna pod wieczór

   I znów dopadła mnie rutyna. Jak mam się przed nią chronić? Chociaż muszę przyznać, że mam coraz więcej marzeń związanych z moim przyszłym życiem. Na razie nie mogę tego zdradzić, ale jestem skora uwierzyć, że to wszystko może się spełnić. A tak w ogóle, to według Was miłość jest potrzebna do życia? Czy to uzależnia i z czasem ta druga osoba staje się dla nas niezbędna niczym powietrze? Przecież codziennie jesteśmy świadkami rozpadu najpiękniejszych związków. To nie poprawia nam humoru, a już na pewno nie pomaga w utrwaleniu swojej wiary w to uczucie. Mam taką teorię (którą zdaje się, że już kiedyś przedstawiałam): jeżeli Bóg obdarzył człowieka uczuciami, to chyba po coś to jednak było i skoro z czasem relacje między ludźmi się psują, to warto je naprawić... ale jeśli to nie ma sensu, wtedy szukaj- niech to stanie się sensem Twojej dalszej egzystencji- musisz dobrnąć do celu i odnaleźć tę swoją "połówkę". Bo "nic nie dzieje się bez przyczyny".
POWODZENIA! :)

czwartek, 19 kwietnia 2012

miłość inna

   Gdy umiera ktoś bliski, umiera też cząstka nas samych. Taka jest prawda- składamy się z pewnych elementów, tworzonych przez miłość do tych osób. Na takim fundamencie budujemy siebie i, choć to irracjonalne, gdy więcej uczuć komuś okażemy, oddamy, tym bardziej stajemy się "pełniejsi", bardziej wartościowi. Czyli, że warto kochać?

środa, 4 kwietnia 2012

Zadumana

   Ostatnio mam takie wrażenie, jakbym uciekała przed światem. Jakbym chciała się ukryć przed ludźmi i unikać wszelkich niedogodności związanych z obcowaniem z różnymi formami życia. Dlaczego tak się dzieje? Nagle, ni stąd, ni zowąd przychodzi Pani Chandra i pożera Twoją duszę, a niekiedy nawet rozum! A my nie mamy siły, żeby temu zapobiec, choć czasem tak naprawdę nawet nie staramy się tego zmienić. Świadomie rzucamy się pod pociąg! W ten wir współczesnych przyzwyczajeń- złych przyzwyczajeń, które niekorzystnie oddziałują na naszą psychikę. I wtedy smucenie się, użalanie nad sobą, zrzędzenie stają się nałogiem. Może to jest przyczyną naszego nieszczęścia? Przez to wszystko, gdy coś idzie dobrze, zaraz wmawiamy sobie, że radość się skończy, że to nie potrawa długo i wtedy nie potrafimy się z tego cieszyć tak, jak należy. Sami w sobie budujemy bariery, jesteśmy przeszkodami dla własnej pomyślności. Jaka jest na to rada???

Zamknij oczy swego Ciała.
Wyostrz wzrok własnego Serca.
Niech Natura cuda zdziała,
Słuchaj tylko porad Mędrca:

Kiedy wreszcie się obudzisz
I Miłości smak już poznasz,
A gdy jeszcze się natrudzisz
Prawdziwego smaku doznasz
Szczęścia...

poniedziałek, 26 marca 2012

małe przemyślenie przed senną podróżą :)

Ludzie przypominają mi czasem nadmorską plażę. Każdy człowiek to pojedyncze ziarnko piasku- takie maleńkie, prawie nic nieznaczące. Lecz kiedy przyjrzysz się mu z bliska, pod mikroskopem, wtedy ujrzysz jego prawdziwe piękno i odkryjesz jego wartość. Woda zaś jest... ludzkim losem i czasem współgra ze Słońcem, którego promienie służą do zniwelowania nieprzyjemnej wilgoci. Natura odzwierciedla nasze uczucia, nasze życie- to cudowne lustro właściwe tylko tym, którzy potrafią patrzeć głębiej. 

wtorek, 20 marca 2012

refleksyjna

   Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że żyjemy w biegu. I chociaż zdaje nam się, że nic nie robimy, że robimy za mało lub popadamy w stan lenistwa totalnego, to się GRUBO mylimy. Każdy z nas jest szarą, ciemną istotą, którą bardzo łatwo przerobić na inwalidę. Bóg stworzył człowieka i chciał, by ten był szczęśliwy. Niestety, coraz częściej niwelujemy prawidłowości z tym związane. Przeciwstawiamy się Jego woli, zatapiając się we współczesnej melancholii- ale nic dziwnego, bo zmuszają nas do tego dzisiejsze czasy. Naszym podstawowym celem powinno być zatem uwolnienie się z tego ucisku. POWODZENIA!!! 
Taka krótka refleksja na dziś :)

sobota, 18 lutego 2012

po prostu... nic.

Jak to jest? Dlaczego tak się dzieje? Przekraczasz próg dorosłości... ale nadal jesteś dzieckiem. Jeżeli, tak ja w moim przypadku, towarzyszy Ci smutek, to pewnie dlatego, że kogoś zabrakło. Mi zabrakło... mojego dziadka. Jego odejście odczuwam teraz pięćset razy bardziej. Czuję pustkę, która od pewnego czasu zaczynała się powiększać, aż osiągnęła stopień najmniej pożądany... to stopień rozpaczy. Jestem jedną, wielką kulą negatywnych myśli i obawiam się, że eksploduję!!!!!!!!!!!!!!!!! : ((((

środa, 1 lutego 2012

Trochę w stylu "selfish girl" ; p (czytaj: co u mnie) ^^

   Ludzie często twierdzą, że nie są instytucją charytatywną. Mylą się, bo w głębi serca każdy z nas jest. A przynajmniej odczuwa taką potrzebę ;) Jakoś ostatnio nic nie czuję- nawet nuuuudy. Nie mam na co narzekać. Francuski czeka- nauczyć się ośmiominutowej wypowiedzi w tym języku- pestka? Jasneee... Ostatnio mam nieodparte wrażenie, że będę beznadziejną aktorką. Chociaż przyznam szczerze, iż nadawałabym się do kabaretu. Na pewno by mi to odpowiadało. Można się śmiać do woli, a przede wszystkim zabawiać innych. To daje satysfakcję i radość. Nie zmienię od razu całego świata z pochmurnego na niezwykle słoneczny, ale warto próbować. Pustka, która dotychczas pożerała moje serce kawałek po kawałku, została całkowicie zaklejona nowymi marzeniami. Cudownie, czyż nie? Niestety, wena gdzieś odleciała, a jak na razie to nie sądzę, aby szybko wróciła. Taka jej natura. Raz jest, a raz jej nie ma.
Zauważyłam, że większość moich postów jest owiana aurą smutku. Niestety... Droga do odkrycia własnego "ja" jest niezwykle trudna i często wiąże się to z negatywnymi odczuciami. Życiowa prawda na dziś: nigdy nie będziesz szczęśliwym człowiekiem, jeśli ktoś będzie Cię do czegoś zmuszać, ale jeszcze gorzej jest, kiedy sam stajesz się swoim oprawcą.
Pochłaniam całe serie swoich ulubionych seriali... Czy to dobrze? Może lepiej by było, gdybym jednak zajęła się czymś bardziej pożytecznym? Np. jak czytanie lektury, czy ćwiczenie do tego konkursu- co mnie już dobija... niech przybędzie Buffy z osikowym kołkiem i przebije moje serce- proszę! Tak- jestem wampirem! Internetowym, leniwym wampirem... Cóż za odkrycie, prawda?
P.S. Miłych ferii życzę : )))