sobota, 29 stycznia 2011

myśli

Gram w nowej sztuce, pt: "Życie idealne". W związku z tym uczę się nowej roli. Całkiem naturalne zachowanie- ja jako idealny człowiek. Taaa... a to tylko taki cudny sen! Baaa!!! Chciałoby się. Weź się lala uspokój! Jesteś zwyczajną laską bez jakiejkolwiek pięknej perspektywy na przyszłość. Karina szczęśliwości. Nie, Ok, poważnie... Muszę się wziąć do roboty! Moje marzenie- być reżyserem (nie piszę 'reżyserką', gdyż nie chcę być utożsamiana z żadnym specjalistycznym pomieszczeniem). Krok pierwszy- kupić kamerę! POWODZENIA!!! Niedługo urodziny, to może i trochę kaski przybędzie. Potem to już tylko błagać rodziców o kilka stów- żeby się dołożyli. Wiem- nie nastawiać się, bo kiedy coś pójdzie nie tak (a to baaaardzo prawdopodobne), wtedy bye, bye kamero! Ugh! Proszę, proszę, proszę!!! Tak strasznie mi na tym zależy. Uwaga!- nie robić tzw. "słodkich oczek", bo to nic nie da. Uwierzcie- próbowałam. Szczerość przede wszystkim! Trzymajcie kciuki! Może się kiedyś nauczę... w sensie- zreflektuję? Ja? Nieeeee.... ;D

piątek, 28 stycznia 2011

wyznania?

Jak to jest, co? Narkoza. OK, ale tak na poważnie- narkoza? Co to za przeżycie wie tylko ten, kto tego doświadczył. Jakaś siła pozbawiająca Cię możliwości odbierania bodźców. Zaburzona percepcja, hę? Jeśli nikt nie dał Ci tzw. "głupiego Jasia", to, niestety, ale jesteś świadom tego, co się dzieje. Narkoza to dla mnie pewien proces, składający się z kilku faz. Początkowo jest OK, lecz później tracisz zdolność władania swoimi członkami. Własne ciało odmawia Ci posłuszeństwa. To straszne, kiedy masz wrażenie, iż nie oddychasz. Jednak gdzieś w głębi duszy zdajesz sobie sprawę, że wszystko jest pod kontrolą, bo czujesz (jakoś?) przepływ powietrza i jego zbawienne działanie. Gdy się budzisz, masz uczucie, iż minęła zaledwie sekunda- dla Ciebie to tylko sekunda, ponieważ praktycznie Cię nie było, ale dla tych, którzy tam byli, to nie jedna chwila, lecz jakieś dwie godziny(?). Podczas tego "snu" widzisz ... hmmm... nic nie widzisz... wielkie nic- tam jest biało. Ja pod koniec miałam coś w rodzaju dwóch wizji- widziałam bohaterki swojego ulubionego serialu, a po drugiej stronie czułam okropny ból- tak, jakby ktoś kopał łopatką dziurę w moim brzuchu, cóż... i tak nikt mi w to nie uwierzył... prawie;D Zastanawiam się, czy być może wtedy widziałam się ze swoim zmarłym dziadkiem, rozmawiałam z nim? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że obudziłam się zalana łzami, ale myślę, iż to tylko przez ten nieziemski ból. Uwierzcie, że nie ma niczego gorszego, jak odczuwanie skutków rozciętej tkanki mięśniowej. Dzięki Bogu, dostałam leki przeciwbólowe!!! Co to była za ulga!!!

środa, 26 stycznia 2011

non

Czasem chce mi się ryczeć w poduszkę, ale tego nie robię, bo to nie w moim stylu. Trzymam się na dystans od tych wszystkich babskich rzeczy, które prowokują facetów do dodawania coraz to nowszych bzdur do stereotypu kobiety. Kurde, czy ja mam wypisane na czole "baba", jeśli tak to z góry przepraszam. Mogę tylko powiedzieć: "Sorry, Bóg tak chciał". Mogę, ale tego nie robię. Dlaczego? Bo jestem dziwna. Nowinka na dziś: nie lubię, gdy ktoś czuje si winny. Jestem za tymi, co krzywdzą, a nie za krzywdzonymi. Żeby było jasne- szkoda jest mi tylko tych, którzy naprawdę żałują swego złego czynu. Kolejna sprawa do zapisania na liście dziwoląga. Ugh!!! Jakiś niefajny dzień. Zdecydowanie nie należał do mnie. Idę pogryźć poduszki! Pa!!!

sobota, 22 stycznia 2011

Wstęp

Każdy z nas ma jakieś marzenia. Wycieńczony sportowiec marzy o odpoczynku, ale zawsze jest dumny z dotarcia do mety, a obolałe mięśnie są swego rodzaju radosnym wspomnieniem wygranej. Każdy z nas chce czegoś innego. Moja babcia chciała mieć mopsa, a dostała jamnika (choć jakoś jej to nie przeszkadzało). Sąsiadka mojego wujka chciała mieć garbusa, ale jej mąż kupił malucha- też się cieszyła. Czasem po prostu dostajemy coś innego i ten dar może nas równie mocno ucieszyć lub nawet bardziej, niż gdybyśmy otrzymali tę pierwotnie upragnioną rzecz. A ja? Ja się nie obnoszę z marzeniami. Nie mam ochoty wykrzyczeć światu prawdy o swoich uczuciach. Okrywam swoje życie płachtą wesołości. Rozbawiam, pocieszam. Jestem terapeutką, lekarzem od załamań nerwowych po zepsutą randkę. Nie wyciągam szyi jak żyrafa po liście. Mój świat jest zbyt wielkich rozmiarów, a ja jestem tylko jednym z tych licznych krasnoludków, które noszą kolorowe czapeczki i wtapiają się w tłum swoich rówieśników. Nie błyszczę, bo nie jestem gwiazdą. Ten, kto błyszczy nie jest tajemniczy. Ten, kto czeka na włączenie światełka w odpowiednim momencie, najbardziej zaskakuje. Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ci wszyscy ludzie, którzy się jakoś specjalnie nie wyróżniają są naprawdę niezwykli. Ja to wiem, bo ich znam!
Dla mnie każdy jest niesamowitym elementem tego zwariowanego świata. Nie potrafię kogoś nienawidzić. Kieruję się empatią. Wyobrażam sobie, że to ktoś mnie nienawidzi. Myślę sobie:" OK. Życie mam tylko jedno i nie chcę się czuć jak jakiś natrętny śmieć, bo zmarnuję swoją szansę na szczęście w przyszłości". Wiem- reinkarnacja. Nie żebym krytykowała, ale czasem wydaje mi się, że to taka nadzieja dla desperatów. Nikt nie jest bezwartościowym człowiekiem. U każdego można znaleźć coś pozytywnego. Jesteśmy zlepkiem zalet i wad.
Nie lubię: zamykania drzwi cudzych samochodów, dotyku zimnej gąbki, nasączonej płynem i malowania się. Lubię: zapach nowych książek, ciepło odkurzacza i rozgryzanie witaminy C.
Z każdym dniem przekonuję się, że jestem dziwna. Ludzie nie muszą mi tego mówić. Ja to po prostu wiem i szczerze- dobrze mi z tym!!! Normalnych jest jak na lekarstwo, a świat potrzebuje jakiejś odmiany. Czy na lepsze? Na bank!!!
Chodzę do liceum. Uwielbiam to miejsce i tych ludzi! Nigdy nie spotkałam tak życzliwych i przyjaznych osób. Aż chce się tam chodzić. Do szkoły!!! Gorzej ze wstawaniem. Kiedy alarm w komórce daje o sobie znać o godzinie 6.00 rano, ciężko jest wyleźć spod ciepłej kołderki (w moim przypadku raczej śpiwora). Widok śpiącej siostry zachęca do powrotu do łóżka i jednocześnie przeszkadza w dalszych czynnościach. Cóż- zwalczam lenia;)))