czwartek, 22 listopada 2012

NIEDOJRZAŁYM OWOCEM JESTEM

Jestem świadoma. Jestem... Niedojrzałym Owocem. Boli mnie Świat, ale nie określam tego tym żałosnym "weltshmerzem"... Boli mnie Życie, bo nie umiem żyć. Egzystuję jak roślinka. Niczego nieświadoma. Pobieram pokarm i coś tam produkuję. Potrzebuję słońca, bo mi przez nie lepiej. Co dalej? Nie chcę się przejmować głupotami, a to robię... jestem więc Niedojrzałym Owocem. Dostałam szansę od Boga... czy Losu... mniejsza o charakter transcendentny... marnuję ją. Marnuję Życie... A może? Tak. Zasłużyłam na to, by istnieć? Czy jest w tym jakiś boski plan, o którym nic nie wiem? Jeśli tak, to... Boże, daj mi znak, bo nie wiem, kiedy spłacę ten uciążliwy Dług. A! To Życie jest TYM Długiem?! Pragnę NIEBYTU. Żądam natychmiastowego uwolnienia Duszy. Nie, nie składam zażalenia do Boga. Chcę tylko SPOKOJU i SPRAWIEDLIWOŚCI...