piątek, 28 stycznia 2011
wyznania?
Jak to jest, co? Narkoza. OK, ale tak na poważnie- narkoza? Co to za przeżycie wie tylko ten, kto tego doświadczył. Jakaś siła pozbawiająca Cię możliwości odbierania bodźców. Zaburzona percepcja, hę? Jeśli nikt nie dał Ci tzw. "głupiego Jasia", to, niestety, ale jesteś świadom tego, co się dzieje. Narkoza to dla mnie pewien proces, składający się z kilku faz. Początkowo jest OK, lecz później tracisz zdolność władania swoimi członkami. Własne ciało odmawia Ci posłuszeństwa. To straszne, kiedy masz wrażenie, iż nie oddychasz. Jednak gdzieś w głębi duszy zdajesz sobie sprawę, że wszystko jest pod kontrolą, bo czujesz (jakoś?) przepływ powietrza i jego zbawienne działanie. Gdy się budzisz, masz uczucie, iż minęła zaledwie sekunda- dla Ciebie to tylko sekunda, ponieważ praktycznie Cię nie było, ale dla tych, którzy tam byli, to nie jedna chwila, lecz jakieś dwie godziny(?). Podczas tego "snu" widzisz ... hmmm... nic nie widzisz... wielkie nic- tam jest biało. Ja pod koniec miałam coś w rodzaju dwóch wizji- widziałam bohaterki swojego ulubionego serialu, a po drugiej stronie czułam okropny ból- tak, jakby ktoś kopał łopatką dziurę w moim brzuchu, cóż... i tak nikt mi w to nie uwierzył... prawie;D Zastanawiam się, czy być może wtedy widziałam się ze swoim zmarłym dziadkiem, rozmawiałam z nim? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że obudziłam się zalana łzami, ale myślę, iż to tylko przez ten nieziemski ból. Uwierzcie, że nie ma niczego gorszego, jak odczuwanie skutków rozciętej tkanki mięśniowej. Dzięki Bogu, dostałam leki przeciwbólowe!!! Co to była za ulga!!!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz