sobota, 22 stycznia 2011

Wstęp

Każdy z nas ma jakieś marzenia. Wycieńczony sportowiec marzy o odpoczynku, ale zawsze jest dumny z dotarcia do mety, a obolałe mięśnie są swego rodzaju radosnym wspomnieniem wygranej. Każdy z nas chce czegoś innego. Moja babcia chciała mieć mopsa, a dostała jamnika (choć jakoś jej to nie przeszkadzało). Sąsiadka mojego wujka chciała mieć garbusa, ale jej mąż kupił malucha- też się cieszyła. Czasem po prostu dostajemy coś innego i ten dar może nas równie mocno ucieszyć lub nawet bardziej, niż gdybyśmy otrzymali tę pierwotnie upragnioną rzecz. A ja? Ja się nie obnoszę z marzeniami. Nie mam ochoty wykrzyczeć światu prawdy o swoich uczuciach. Okrywam swoje życie płachtą wesołości. Rozbawiam, pocieszam. Jestem terapeutką, lekarzem od załamań nerwowych po zepsutą randkę. Nie wyciągam szyi jak żyrafa po liście. Mój świat jest zbyt wielkich rozmiarów, a ja jestem tylko jednym z tych licznych krasnoludków, które noszą kolorowe czapeczki i wtapiają się w tłum swoich rówieśników. Nie błyszczę, bo nie jestem gwiazdą. Ten, kto błyszczy nie jest tajemniczy. Ten, kto czeka na włączenie światełka w odpowiednim momencie, najbardziej zaskakuje. Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ci wszyscy ludzie, którzy się jakoś specjalnie nie wyróżniają są naprawdę niezwykli. Ja to wiem, bo ich znam!
Dla mnie każdy jest niesamowitym elementem tego zwariowanego świata. Nie potrafię kogoś nienawidzić. Kieruję się empatią. Wyobrażam sobie, że to ktoś mnie nienawidzi. Myślę sobie:" OK. Życie mam tylko jedno i nie chcę się czuć jak jakiś natrętny śmieć, bo zmarnuję swoją szansę na szczęście w przyszłości". Wiem- reinkarnacja. Nie żebym krytykowała, ale czasem wydaje mi się, że to taka nadzieja dla desperatów. Nikt nie jest bezwartościowym człowiekiem. U każdego można znaleźć coś pozytywnego. Jesteśmy zlepkiem zalet i wad.
Nie lubię: zamykania drzwi cudzych samochodów, dotyku zimnej gąbki, nasączonej płynem i malowania się. Lubię: zapach nowych książek, ciepło odkurzacza i rozgryzanie witaminy C.
Z każdym dniem przekonuję się, że jestem dziwna. Ludzie nie muszą mi tego mówić. Ja to po prostu wiem i szczerze- dobrze mi z tym!!! Normalnych jest jak na lekarstwo, a świat potrzebuje jakiejś odmiany. Czy na lepsze? Na bank!!!
Chodzę do liceum. Uwielbiam to miejsce i tych ludzi! Nigdy nie spotkałam tak życzliwych i przyjaznych osób. Aż chce się tam chodzić. Do szkoły!!! Gorzej ze wstawaniem. Kiedy alarm w komórce daje o sobie znać o godzinie 6.00 rano, ciężko jest wyleźć spod ciepłej kołderki (w moim przypadku raczej śpiwora). Widok śpiącej siostry zachęca do powrotu do łóżka i jednocześnie przeszkadza w dalszych czynnościach. Cóż- zwalczam lenia;)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz