piątek, 24 sierpnia 2012

Chmura cichych myśli...

   Można by sądzić, iż to, co piszą krytycy literaccy na temat danego dzieła jest święte. Tylko że każdy z nas interpretuje dzieło na swój sposób, często dostosowując treść utworu do własnego położenia. Czytałam "Trędowatą", owszem. Jednak nie uważam, aby ta powieść należała do banalnych. Wręcz przeciwnie. Forma, jaką posłużyła się autorka, tysiące metafor, bogactwo językowe- to wszystko zachwyca. Poza tym to nie były puste słowa, bo ja odczytałam je całkiem na poważnie i dla mnie miały one znaczenie. Mniszek ubrała w piękny strój nie zwyczajne, prostackie tematy romansu, a głębsze, takie jak sens życia, dydaktyzm. A przesłanie? Ja znalazłam nawet kilka... Przede wszystkim, jeżeli chodzi o dziwny splot losów obu Michorowskich i ich ukochanych kobiet... Każdy może to odczytać inaczej: albo stanie się to przestrogą- ucz się na błędach przodków, lub będzie czymś w rodzaju możliwości naprawienia wcześniejszych błędów. Pogodzenie się z fatum, śmiercią i innymi tragediami, siła uczuć, niezłomność charakteru, udoskonalone cechy nowych pokoleń, spotęgowanie emocji, kreacja odmiennych postaw... mogłabym tak bez końca. Nie wierzę w miłość- to bajka. "Trędowata" urzekła mnie tym, co w niej najważniejsze- pięknem i paletą barwnych osobowości, tak się od siebie różniących. To podobało mi się "najwięcej". I ten język oraz swoista gracja  z nim współgrająca... aż człowiek żałuje, że urodził się w takich czasach jak obecne...
Westchnąć mogę jedynie z tęsknoty za zamierzchłymi czasami. Dziś to wstyd używać takich wyrazów, ale ja muszę go zwalczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz