Dlaczego szczęście jest w naszych oczach czymś tak na pozór banalnym, choć świadomie lub też czasem nieświadomie właśnie do niego dążymy przez całe swoje życie, wyznaczając za cel osiągnięcie tego błogiego stanu? To znaczy, że tylko cierpienie, tragedia powinny liczyć się najwięcej? Przecież ból to porażka, a radość to sukces. Czyżbyśmy z jakiegoś powodu pragnęli tej samozagłady, poniżając własną osobowość oraz związane z nią bezpośrednio nasze postępowanie? Eksterminacja miłych doznań, uczyć wydaje się jednak nie na miejscu! Piętnujemy szczęście, ulegając odwiecznemu przekonaniu o prawdziwości tylko bycia człowiekiem doświadczonym przez los... stać się spełnionym wydaje się wtedy utopią. Ale my musimy podjąć walkę z ponurym światem i zdobyć się na odwagę, by wyrazić własne poglądy i nie musieć już dłużej udawać twardziela, przywdziewając tę niezmiernie ciążącą nam maskę, pod którą kryje się piękno, a nie obłudna brzydota szarości, towarzysząca ludziom praktycznie na co dzień.
POWODZENIA!!!
Z Nadzieją...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz