Nigdy nie byłam żadną gwiazdą. Zawsze się potykałam o różne rzeczy. Unikałam kontaktu z ludźmi. Moim wiernym przyjacielem stał się notebook, dzięki któremu zaczęłam pisać. Jednak to wszystko uległo zmianie, kiedy tylko przekroczyłam ten próg liceum.
Zawsze sądziłam, że będę w życiu sama. Bo taki mój los ;) Uważałam, że nie jestem godna nikogo na tym świecie. Najchętniej zamknęłabym się w izolatce. Przynajmniej wtedy miałabym pewność, że jestem całkiem sama. Praktycznie i tak byłam... Mieszkam ze starszą siostrą- prymuska, studentka. Kochałam ją... znaczy wciąż ją kocham, ale ona była taka zabiegana. Nie miałam serca, żeby jej zawracać głowy swoimi sprawami... tym samym się do niej oddalałam i przestałam czuć tę więź, która kiedyś tak bardzo nas do siebie zbliżyła.
Ten dzień, o którym wspomniałam, dzień, który zmienił moje życie... to wydarzyło się prawie rok temu. Nie znałam życia. Ktoś musiał mnie poprowadzić. I wtedy... i wtedy pojawił się On. Mój przyjaciel. Oczywiście nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi. To, że myślałam, iż na nikogo nie zasługuję, nie oznaczało, że byłam taką grzeczną dziewczynką. Trochę olewałam tych ludzi. Nie chciałam ich do siebie dopuścić, wręcz przeciwnie- zniechęcić, by ani oni, ani ja nie musielibyśmy cierpieć.
Czekaliśmy, a właściwie należałoby w moim przypadku rzec: Czekałam na nauczycielkę. Inni uczniowie rozmawiali na jakieś mało ciekawe i wartościowe tematy. Nie żebym podsłuchiwała, ale czasem to nie zależy od nas, chcąc, nie chcąc możemy usłyszeć rzeczy, które w rzeczywistości nie są przeznaczone dla naszych uszu.
Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje. W przypływie nie tyle złości, co zdziwienia postanowiłam poszukać wzrokiem tego lustrującego mnie delikwenta. Przejechałam po twarzach wszystkich moich rówieśników, ale nie dostrzegłam niczego niepokojącego. W końcu Go znalazłam. Stał, podobnie jak ja, odizolowany od reszty. Wbity w kąt pomiędzy oknem a filarem wpasował się w tę przestrzeń. Był "niczego sobie", jakby to określiła moja siostra. Chyba się zarumieniłam. Byłam zszokowana moim zachowaniem, bo nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się nic podobnego. Nie pozwalałam sobie na tego typu ekscesy. Uspokój się- przywołałam samą siebie do porządku. Poskutkowało. Wróciłam do obserwowania podłogi. No i znowu! Wcześniej się odwrócił, kiedy Go namierzyłam, ale teraz się nie wywinął. Hm? Uśmiechnął się. Do mnie? Wyglądał raczej na ponuraka. Czemu miałby to robić?
Cóż, przyszła nauczycielka i zaczęła się lekcja. Niezwykle nudne prezentowanie swojej osoby. Jak zwykle kto chciał to mówił dużo, a kto nie- wystarczyło tylko imię. Nienawidzę tego. Kiedy nadeszła kolej na mnie (byłam ostatnia- uroki nazwiska na "Z") ów chłopak, który okazał się Danielem, ni stąd, ni zowąd wykazał zainteresowanie, co przejawiał się w jego uroczym, na swój sposób, spojrzeniu.
OK, minęły wszystkie lekcje. Nie zadali nam nic, toteż na razie nie ujawniła się moja natura kujonki. Wracałam do domu na skróty. Coś nie dawało mi spokoju. Miałam rażenie, że ktoś mnie śledzi. Odwróciłam się i zobaczyłam Go. Stanęłam jak wryta. Nie wiem, ile to trwało i czy miałam rozdziawione usta, ale nic mnie to nie obchodziło, bo poza moim zirytowaniem i buchającą z uszu parą nie byłam w stanie się na niczym skupić. On się tylko uśmiechał. Później uśmiech przerodził się w śmiech, co wywołało u mnie jeszcze większą irytację.
- Dobra- zaczęłam spokojnie- Coś ci zrobiłam? Masz jakiś problem? Bo nie bardzo rozumiem...
- Wiedziałem, że to ty! Maja Maria Zafer. Nie poznajesz mnie, prawda? Tak myślałem. Bo wiesz, ja się zmieniłem. Za to ty wcale. Wciąż te same oczy...
- Chyba się pogubiłam. - wyznałam, wciąż zirytowana
- Rozumiem. To ja...
- Wow! Dużo mi to daje...- nagle przerwałam- Nie, to niemożliwe. Przecież ty mieszkasz w Warszawie. To ty? Daniel Antonii Wierzbicki?!- szoooooooook!!!
- Przeprowadziłem się z rodzicami do Krakowa. Tata został przeniesiony- awansował staruszek- pochwalił się
- Ale jak? Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
- Kontakt nam się urwał po tym, jak... no wiesz. Kiedy wyjechałaś, nie mogłem dojść do siebie. Ucieszyłam się, gdy rodzice mi oznajmili, że przeprowadzamy się do Krakowa. Szukałem cię, ale nie mogłem znaleźć. A tu! My! W tej samej klasie! Chodźmy gdzieś ! Musimy pogadać...
STOP!!!
Wyjaśnienia: Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy byłam w szóstej klasie podstawówki. Moja siostra kończyła wtedy prawo. Potem miała zrobić aplikację i iść na staż do jakiejś prestiżowej kancelarii. Wszystko było załatwione. Rodzice chcieli jej osobiście pogratulować i postanowili, że pojadą do Krakowa, by to zrobić. Jednak pewien pijany kierowca tira pokrzyżował im plany. Zjechali z trasy, rozbili się i wpadli do wody. Kamila natychmiast wróciła do Warszawy. Wzięła dziekankę i zajęła się wszystkimi sprawami (łącznie z pogrzebem). Nikt nam nie pomógł. Nie mieliśmy żadnej rodziny. Znajomi tylko udawali, że tak im przykro. Chcieli mnie wziąć do domu dziecka, ale moja siostra postanowiła, że zamieszkam razem z nią. Miała własny apartament w Krakowie- rodziców było na to stać. Tata był prawnikiem, a mama kardiochirurgiem. Ja też marzę o chirurgii. Kamila wróciła na uczelnię i skończyła studia z wyróżnieniem. Zrobiła aplikację i odbywała staż w najlepszej kancelarii w mieście. W międzyczasie rozpoczęła drugi kierunek- filologię angielską (byłam wtedy w pierwszej klasie gimnazjum). Ona jest niesamowita. Pracuje w kancelarii i ma czas na kolejne studia. Niedawno dowiedziałam się, że to już ostatni rok jej nauki, bo ma szansę zdać egzamin końcowy nieco wcześniej. Kiedy skończę naukę w pierwszej klasie liceum, ona ukończy studia.
A Daniel? Daniel był moim jedynym przyjacielem, od kołyski. Tylko za nim tęskniłam przez te trzy lata krakowskiego gimnazjum. Nie zaprzyjaźniłam się z nikim. Teraz on wrócił!!!
Cieszę się- Kamila powiedziała, że będzie miała dla mnie więcej czasu.
Cieszę się- Daniel ze mną rozmawia.
Cieszę się- odzyskuję bratnie dusze.
Jest mi smutno- wciąż nie ma rodziców...
Więc pytam- KIEDY WRÓCICIE?
...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz