poniedziałek, 1 sierpnia 2011

lekcja z życia

Uciekanie przed rzeczywistością jest cechą tchórzów. Cóż, więc przyznaję się do winy. I w ten oto sposób dołączyłam do grona ludzi, którzy nie mają "równo pod sufitem" . Dzieciństwo jest jak piękny sen, w którym nie ma złej miłości, narkotyków, alkoholu, śmierci i innych problemów. Jednak wraz z dorastaniem i zbliżaniem się do dorosłości zaczynamy się wybudzać, a to wcale nie jest takie przyjemne. Przekraczamy ten próg i.... wtedy znowu zaczynamy śnić, tyle że tym razem wchodzimy do koszmaru, z którego już nigdy nie będziemy w stanie się obudzić. Pewnie można kontrolować te wszystkie obrazy, ale to trudne i z życiem jest tak samo. Trzeba się naprawdę bardzo starać, żeby zapanować nad ciemnością, nad tym naszym pokręconym losem, bo musimy pokierować nim tak, abyśmy znów czuli się bezpieczni. Niekiedy pojawiają się tu ci, którzy chcą nami zawładnąć i zniszczyć wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy. Powolutku okradają nas z naszej tożsamości... zmieniamy poglądy... w ogóle SIĘ zmieniamy. Ktoś się zakrada do naszego umysłu i to my sami próbujemy popełnić duchowe samobójstwo.
Świat dorosłych jest tak poplątany, że trudno się z niego wydostać. Krzyczymy, wołamy o pomoc, ale nikt nas nie słyszy, nikt nie wyciągnie z tego bagna moralnego zepsucia. Ktoś nas rani, wiecznie popełniamy gafy, zakochujemy się w "nie tych, co trzeba", wpadamy po uszy w obsesyjną platoniczną miłość i fermentujemy się w zakorkowanej butelce... psujemy się. Tu nie mają wstępu nasi bliscy. Opadamy na dno, topimy się w swoich problemach i tak bardzo pragniemy poczuć się znowu dziećmi, beztroskimi maluchami, dla których nie istnieje zło, które nie boją się wykrzyczeć tego, co czują. Tłumimy w sobie emocje i kumulujemy złą energię, aż w końcu dochodzi do nieuniknionej eksplozji. Wtedy pojawia się nasz OSOBISTY ANIOŁ STRÓŻ i stawia nas do pionu, pomaga nam, już nie boimy się żyć! Koniec z depresją!
Co z tego, że dobrze się przy kimś czujemy i dogadujemy się, skoro ten ktosiek nie jest zarezerwowany dla nas. I choć tak beznadziejnie staramy się dobrnąć do celu, to tylko się ośmieszamy, cierpiąc przez czyjąś nieświadomość się ośmieszamy!!!! Darzymy ludzi sympatią i bezgranicznym, niewytłumaczalnym zaufaniem, lecz równie dobrze się załamujemy, gdy jakiś człowiek nas zawiedzie... nieświadomie!!! I co dalej? Chcemy pozostać ruiną? Wrakiem człowieka?! Życie toczy się dalej! Nie płaczmy nad rozlanym mlekiem! Co się stało, to się stało i trudno! Nie zmienimy tego, choćbyśmy tak bardzo i desperacko chcieli! AFIRMACJA to nasze jedyne rozwiązanie ;)))
Z POZDROWIENIAMI!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz