czwartek, 22 grudnia 2011

Niezwykle świąteczny nastrój : )

I po raz kolejny przekonałam się, że banalne filmy mogą wiele wnieść do naszego życia. Wydaje nam się, że nie mają żadnego przesłania... bo może my chcemy tak myśleć. Żyjemy w erze, kiedy wszystko ma być "oryginalne" i "na miejscu", a tymczasem stajemy się bandą snobów, szukających "czegoś więcej". Odrzucamy to, co kiedyś sprawiało nam radość, a obok sklepów z zabawkami przechodzimy tak obojętnie, jakbyśmy nigdy nie byli dziećmi. Błagam! Pobudka! Skonfrontowałam swoje marzenia z rzeczywistością i doszłam do wniosku, że... ideały nie istnieją. Nie łudźmy się- prawda jest okrutna. No, dobrze... wiem, że to uczucie bezsilności nas zabija, ale co my tak naprawdę chcieliśmy zyskać? Może powinniśmy się zastanowić nad tym, czego pragniemy i co jest osiągalne w realnym świecie? Choć marzenia sprawiają nam przyjemność, to przecież nie możemy nimi żyć. One nie są powietrzem, którym oddychamy. Tlenu dostarczyć może tylko Prawda (przez duże P) :D Czy dla kogoś jest to mało zrozumiane? Bardzo możliwe. Nie każdy lubi żyć jak należy. W końcu Amelia też uciekała w ten niezwykły, wyimaginowany świat fantazji.
Mam takie pytanko: Dlaczego kiedyś, gdy byliśmy mniejsi, wszystko wydawało się... piękniejsze? Czuliśmy zapach nawet tych sztucznych choinek, wierzyliśmy w istnienie pewnego staruszka z długą i siwą brodą, który przynosi dzieciom prezenty... lub po prostu udawaliśmy przed rodzicami, że w niego wierzymy, aby nie sprawić im zawodu... A gwiazdka była symbolem, zwiastującym pojawienie się tego, na co tak naprawdę czekaliśmy. Ta adrenalina, kiedy otwierało się prezenty z nadzieją, że dostaniemy to, czego najbardziej pragnęliśmy. I rodzinna atmosfera... Z roku na rok coraz mniej ją czuję. Z wiekiem staje się ona dla mnie przezroczystą bańką, w której tkwię i która chroni przed wszelkim niebezpieczeństwem... no i przecież kiedyś pęknie, a ja... zostanę sama- taki wyraz pozbawionej złudnych nadziei na wymarzone święta dziewczyny. Czy to ma sens? Czy udawanie, że TO Boże Narodzenie będzie lepsze niż poprzednie, przyniesie jakiś efekt? I czy ściskanie komuś dłoni oraz życzliwość przy dzieleniu się opłatkiem owiane aurą sztucznych uśmiechów i fałszu jeszcze coś znaczą? Na pozór wszystko wydaje się perfekcyjne. Tylko udajemy, że jest tak w rzeczywistości. Sami zapędzamy się w kozi róg. Jesteśmy głusi, na to, co podpowiadają nam serce i rozum. Kierujemy się wyłącznie marzeniami, swego rodzaju pedantyzmem i czasem przesadzoną tradycją. A może właśnie w tym tkwi szkopuł? Być może wystarczy tylko otworzyć oczy i robić coś z PRAWDZIWĄ pasją? I wtedy się uda! W takim razie wszystkim Wam tego życzę. Z głębi mojego pulchniutkiego serducha!!! :*
P.S. A sobie życzę odkrycia prawdziwej atmosfery tych świąt... Odnalezienia tego, co kiedyś zgubiłam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz