No dobra, człowieku! Czego Ty tak właściwie chcesz od tego życia? Hmmm... Trudny wybór. Tyle pokus, tak wiele opcji! Może najlepiej poddać się losowi? Tak, zdecydowanie. Zauważyłam, że ludzie caaały czas narzekają, a przecież nie kiwnęli nawet palcem, by żyło im się lepiej. Taka prawda- okrutna, dosyć bolesna- muszę przyznać, ale chyba się pomyliłam. To nie nasi partnerzy i przyjaciele zamykają nas w emocjonalnej klatce, gdzie pozbawieni jesteśmy tak przydatnego do normalnego i prawidłowego funkcjonowania tlenu, tylko my sami stajemy się własnymi oprawcami. Przecież tak naprawdę nic nie musimy. Bo, czy ktoś nam każe wstawać codziennie rano, jeść, spać? Nie! Może my jednak jesteśmy wolni, tylko po prostu lubimy zrzędzić i każdy powód jest dobry, żeby "trochę" ponarzekać? Bezsensowne, ale taka jest ta nasza "szara rzeczywistość". Problem tkwi w nas. Czyli metamorfozę należy rozpocząć od... od nas samych. Czyżbyśmy właśnie odkryli ten odwieczny mankament, uniemożliwiający nam dobrnięcie do wyznaczonego przez siebie celu, jakim jest posiadanie pełni szczęścia?! Byłoby cudownie.
P.S. POMOCY! Jak mam się zmotywować do dalszej pracy po tak dłuuuugiej przerwie?!
AAAAA!!! Rada na przyszłość: Podstawą każdego związku jest P-R-Z-Y-J-A-Ź-Ń. To solidny fundament, na którym bez obaw można budować szczęście. POWODZENIA!!! :D
ZAMYŚLONA :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz